Ambitny trening #1

Zostałem sprowokowany. Poczułem się, jakby ktoś wywołał mnie do tablicy. No dobra, trochę przesadzam, ale… Może nie mam za sobą nie wiadomo, jakich wyników, ale z pewnością mój przykład może otworzyć oczy wielu ambitnym biegaczom. W poniższym wpisie przedkładam własne doświadczenia treningowe. Zero teorii, czysta praktyka.

Ten materiał kieruję do wszystkich biegaczy. Moja rada jest taka – im dłużej realizujesz daną koncepcję treningową, a postęp spowalnia lub wręcz go nie ma. To dobry moment, aby odrzucić sztywne schematy i otworzyć umysł na coś nowego. Powiew świeżości nie zaszkodzi… Sam mam to szczęście, że współpracuję z Trenerem, któremu ufam. Nie będę ściemniał, że lubię go za ładne oczy, fundamentem zaufania są twarde wyniki. Nie muszę myśleć nad planem, koncentruje się jedynie na realizacji. Oczywiście, kiedy jestem w pełni zdrowia, a to nadchodzi wielkimi krokami! 🙂

Wczoraj zobaczyłem status na profilu lubelskibiegacz.pl, gdzie trener podzielił się zapisem treningu. Jeden z komentujących (pozdrawiam Cię Arturze, jak to czytasz) zauważył, że to bardzo szybkie tempo biegu długiego (32 km średnio po 4:07/km na trasie płaskiej jak stół do bilarda). Komentarz został uzupełniony o różnicę hipotetycznego tempa na dyszkę do tego z treningu (było coś o magicznych 45 sekundach). No cóż… Podzielę się własnym doświadczeniem, a mianowicie jednym z treningów, jakie wykonałem przed rekordowym maratonem w ubiegłym roku.

Punktem wyjścia będzie mój ówczesny i oficjalny rekord na 10 km – 35:38, co daje średnią 3:33,8/km. To jest twardy wynik. Żeby pobudzić wyobraźnię, przypomnę, że mój aktualny rekord w maratonie wynosił 2:53:03! Dlaczego o tym wspominam? Aby dać kontekst do poniższego treningu.

Średnie tempo z długiego rozbiegania to 4:03/km. Jako ciekawostkę dodam, że ten trening wykonywałem w asyście trenera, który widział, jak wyglądam i mógł reagować na bieżąco. Rarytas, co? 😉 Ile to sekund różnicy między życiową dychą, a treningiem? Niespełna 30! Analiza w lewo (przeszłość) jest łatwa, bo mamy punkt zaczepienia na twardych danych. Start docelowy okazał się niesamowitym sukcesem (2:38:38 na mecie). Emocje opadły, jest apetyt na więcej, ale to powinno otworzyć niejednemu głowę! Nie dajcie się zaszufladkować!

Nie znam się na metodologii treningu biegowego, ale nieraz rozmawiałem o tym z trenerem. Głównie w kontekście planów treningowych dostępnych w książkach oraz portalach biegowych. Schematyczność tych planów to ich największe przekleństwo. Sama koncepcja jest dobra i stanowi punkt wyjścia, ale sztywne trzymanie się schematów przekłada się potem na to, że bieganie przykładowego długiego rozbiegania o te mityczne „45 s wolniej niż tempo na dychę”, jest czymś złym. Nie jest…

Otwarta głowa to podstawa. Trzeba się otworzyć na doświadczenie innych oraz ciężką pracę, bo bez tego nie ma nic. Na koniec dodam, że wszystko rozbija się o ogólną koncepcję treningową. Nie ma jednej słusznej drogi do szybszego biegania. Jest ich wiele, ale trzeba wybrać tą swoją i konsekwentnie nią podążać. Kurczowe trzymanie się schematu zabija postęp.

Głowa biega!

2 odpowiedzi do “Ambitny trening #1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *