Ambitny trening #2

Kontuzja, zmora wielu sportowców. Większość regularnie trenujących biegaczy doświadczało różnych przeciążeń i problemów zdrowotnych. Podobno sportowcy dzielą się na dwie grupy – tych, którzy mają kontuzję i tych, którzy dopiero będą ją mieć. Czasami jest to zwykły ból nóg, świadczący o zbliżającym się kryzysie. Czasami jest to zwykły ból nóg, świadczący o zmęczeniu materiału, a wtedy wystarczy odpocząć i problem znika. Czasami to ból, który narasta z każdym kolejnym dniem. Odpoczynek nie przekłada się na redukcję bolesności. Co wtedy? Mamy problem.

W końcu mogę to napisać… Moja kontuzja kręgosłupa odeszła w niepamięć, nie mam już bólu pleców ani żadnych obaw związanych z tym urazem. Ambitny trening to cykl przybliżający moje przygotowania do maratonu Warszawskiego. Przypominam Wam o mojej zbiórce (wystarczy kliknąć TUTAJ). Z dniem dzisiejszym zaczynam ambitne treningi z głęboką wiarą, że maraton odbędzie się w zaplanowanym terminie. Maj minął dość szybko, niestety nie było dużo biegania. Nie ma w tym nic dziwnego, jest to zrozumiałe w związku z moim kręgosłupem. Zaryzykuje twierdzenie, że więcej czasu poświęciłem u fizjoterapeutów niż na ścieżkach biegowych, haha.

Cykl wpisów:

“Ludzki umysł jest niepokonany. Nigdy nikt nie powinien mówić, że nie możesz biegać szybciej, albo skakać tak wysoko. Nigdy nie będzie bowiem czasu, kiedy ludzki umysł nie będzie w stanie pobić istniejących rekordów”

sobota 30 maj, zimno i pada deszcz. Zaczynam po treningową regenerację!
AktywnośćIlość
Kilometraż271 km
Rolowanie2 godziny
Rozciąganie statyczne3 godziny
Wizyta u fizjoterapeuty8

W maju wykonałem jedną mocniejszą jednostkę treningową, był to test na 4 km, który wypadł w miarę obiecująco (średnio 3:36/km, czyli jeszcze 38 km tym tempem i mam upragniony wynik we wrześniowym maratonie z górką, ha ha). Reszta treningów była spokojna, co było moim jednym i wielkim utrapieniem. To był bardzo ciężki okres w moim życiu, wyjście z kontuzji jest bardzo trudne psychicznie. Mam nadzieję, że teraz będę mógł w spokoju zrealizować wszystkie jednostki treningowe do startu docelowego.

Co mi zabrała kontuzja? Niestety, straciłem swoją mocną stronę, mocną głowę, dlatego postanowiłem do odwołania trenować samotnie! Wielu z Was się zdziwi czemu? Odpowiedź jest prosta, bieganie to sport indywidualny. Nikt mi nie pomoże podjąć decyzji podczas maratonu, tu trzeba być przewidywalnym i zdecydować, czy podłączyć się do danej grupki lub biegacza, czy odpuścić i robić swoje. Myślę, że samotne długie wybiegania nauczą mnie na nowo pracować głową. Słowo ból nie istnieje, mój mózg szybko zakoduje i to będzie skuteczna broń z maratońską ścianą.

Nie wspomniałem jeszcze o braku aktywności na siłowni, która z wiadomych celów wyniosła okrągłe zero. Nie oszukujmy się, dla chcącego nic trudnego. Przyznam szczerze, słabo było z aktywnością siłową, raptem kilka razy potrenowałem brzuch i zrobiłem kilkaset przysiadów, bardzo dużo odwróconej deski oraz supermena, to tyle jest mi wstyd, ponieważ ma to wątpliwy związek z ambicją.

Na koniec dieta i zdrowe odżywianie i tu śmiało mogę napisać, nastąpiła radykalna poprawa, co ważne przygotowanie posiłków mnie cieszy. No i smaczne te dania. Na wagę nie staję, ale widzę po swojej sylwetce, że jest zbyt wysoka. Zaskoczę Was tym razem, w ogóle się tym nie przejmuję! Nie lecę na obóz do Turcji, więc waga w treningu maratońskim zredukuje się sama. Cieszmy się, że możemy trenować i wspierajmy innych, którzy leczą kontuzję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *