Czy Ambitny Masters się skończył?

Kontuzje stanowią jedne z największych przeszkód sportowej drodze zawodnika. To doświadczenie wpływające nie tylko na funkcjonowanie sportowca na treningu czy podczas zawodów – odciska swoje piętno w każdym obszarze życia. Nie ma uniwersalnej recepty na radzenie sobie z kontuzją. Wydaje się przecież, że kontuzje to coś, co jest wpisane w uprawianie sportu. Jeśli ktoś chce zostać mistrzem, powinien przygotować się na pojawiające się kontuzje, prawda?

W końcu to potencjalny koszt przekraczania granic komfortu i bólu oraz realizowania ciężkiego treningu. Warto wspomnieć, że wątek ten dotyczy jednak także sportu amatorskiego i podejmowania aktywności fizycznej w formie rekreacji. Podstawowe pytanie brzmi więc: czy wobec tego sportowiec jest przyzwyczajony do kontuzji? Oczywiście, że nie. To zazwyczaj trudne doświadczenie, z którym zawodnicy często nie radzą sobie optymalnie.

Twoje życie staje się lepsze tylko, kiedy Ty stajesz się lepszym.

Co teraz czuję? Niemoc, frustrację i brak chęci do funkcjonowania w życiu społecznym. Mój dzień przewrócił się do góry nogami. Rano zawsze biegałem, po południu była siłownia, a teraz? Brakuje mi tej codziennej rutyny. Czuję się jak małe dziecko, któremu zabrano ulubionego misia, z którym codziennie kładł się spać. Wiem, to nie koniec świata… Tylko dla sportowca, który tym żyje, jest to swoisty koniec świata! Wiecie, o czym aktualnie myślę, kiedy wychodzę biegać? Będzie bolało czy nie? Czy uda się wrócić do formy sprzed kontuzji? Tak to niestety wygląda. Każdy mój trening kończy się bólem. Zaczyna się pojawiać swoista niechęć do biegania. Wiele razy wychodziłem sprawdzić, czy mogę już biegać! Szczerze mówiąc, co drugi dzień! Czy to jest zdrowe podejście? Czy zasługuję na miano Ambitnego? Strach czy wrócę do regularnego treningu, jest dużo większy niż paraliż społeczeństwa, że zarazi się koronawirusem!

Mój najbliższy plan biegowy stoi pod znakiem zapytania. Trochę już biegam i znam swój organizm. Wiem, że biegowej kontuzji i matematyki nie oszukasz. W tym momencie powinienem regularnie trenować, a mija miesiąc, kiedy nie biegam. Na tę chwilę nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że nie będę walczył o życiówkę podczas Maratonu Warszawskiego. Mam czas do końca września, o ile zawody się w ogóle odbędą. Grono ludzi mi zaufało i wspierają moja zbiórkę w ramach akcji biegam dobrze! Nawet jeśli kontuzja się przedłuży, a zdrowie mi pozwoli ten maraton przejść, to zrobię to dla Was w podziękowaniu za szczodrość. Dla mnie podstawą życia jest być honorowym i tej zasady nigdy nie zmienię!!! Wiem… To nie spodoba się mojemu Trenerowi, ale już mnie na tyle zna, że tego mi nie wybije z głowy.

Na koniec odpowiem tylko, że Ambitny Masters się nie skończył! Wierzę, że tak naprawdę jeszcze się dobrze nie rozkręcił! Mam swój cel długofalowy! Maraton w 150 minut. Brzmi to nierealnie, ale ja uwielbiam stawiać sobie nieosiągalne z pozoru cele. Tak było z maratonem w 160 minut i kto miał rację??? Oczywiście, to zupełnie inna liga biegania, ale chodzi o wiarę podpartą regularną pracą. Aktualnie na pierwszym planie jest COVID- 19. Nie ma zawodów, a ja mam czas, żeby wrócić na właściwy tor. Wrócę silniejszy i pokażę Lubelski Charakter!

2 odpowiedzi do “Czy Ambitny Masters się skończył?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *