Nocna Dycha 2020 okiem Ambitnego

Serdecznie zapraszam do lektury relacji z pierwszego startu z pełnego treningu. Jest to pierwszy wpis z tej kategorii. Nocna dycha to był zaskakujący bieg. Nie ukrywam, że zaskoczyłem się samopoczuciem w trakcie biegu. O wyniku na mecie już nie wspomnę. Miłego czytania!

Zanim przejdziemy do relacji z biegu, słowem wstępu opiszę, co działo się w tygodniu poprzedzającym start.

Wtorek: 2 x 5 km w tempie 3:55

Środa: 9 x 4 min w tempie 3:36

Te dwa treningi wystarczyły, aby moje nogi nie miały luzy i czułem delikatny beton! Ten bieg miał być ciężkim treningiem, nie żadnym startem sezonu i dzięki tym treningom Mój Trener szybko zgasił wychodzącą formę.

Sobota dzień startu

W tym dniu uważałem, co jem, co robię i starałem się jak najwięcej odpoczywać. W południe odebrałem pakiet startowy, późnej gościliśmy rodziców małżonki. Nasz Maksio szalał, a ja piłem kawę i marzyłem o szarlotce, którą upiekła moja ślubna.
Po 17 zjadłem ostatni posiłek, dwie bułki z miodem i serkiem ricotta, poprawiłem bananem, wyszedłem na szybki spacer z Maksiem.

Na bieg udałem się z kolegą z drużyny – Matim. Już około 21 byliśmy pod stadionem. Mam w zwyczaju pojawiać się wcześniej. Raz, że parkuję przy samym starcie, a dwa lubię poczuć tę adrenalinę. Udaliśmy się do budynku głównego, szybka toaleta, a następnie posiedzieliśmy trochę w cieple. Na trzy kwadranse przed startem wyszliśmy na świeże powietrze. Szybkie piątki z ekipą i zaczęliśmy wspólną rozgrzewkę z drużyną lubelskibiegacz.pl Team i SBRT.

Dwa km truchtu, trochę ćwiczeń, parę rytmów i trzeba było lecieć, się przebierać. Pozostało tylko przeskoczyć płotek na start. Adrenalina już buzowała, Ambitny był gotowy do działania!

Start

Wystartowaliśmy z lekkim opóźnieniem.

1 km. Wychodzę na prowadzenie, trasa prowadzi wokoło Areny, pojawia się Bartek, który od razu obejmuje prowadzenie i przyspiesza, nie ma chętnych, którzy by chcieli dołączyć. Pierwszy km zamykam według polara w 3:30.

2 km. Wybiegamy na ulicę naszego miasta, tworzy się grupa około 6 osób, gonimy Bartka, który nie zamierza, zwalniać tempa. Myślę sobie, będzie dobra współpraca, wiatr wieje w twarz, będzie miał, kto zmiany dawać. Niestety tak nie było. Poza Michałem chętnych brak. Kilometr zamykam w 3:33.

3 km. Po długiej prostej skręcamy w prawo i tu po raz pierwszy szarpię mocniej. Odrywamy się od grupki, zostaję ja z Michałem i Mateuszem. Wbiegamy pod górkę, inicjatywę przejmuje Michał. Zbiera wiatr w twarz gratis. Kilometr zamykam w 3:32.

4 km. Biegniemy pod górkę i mam wrażenie, że Michał chce mnie zgubić. Trzymam swoje i zmieniam Michała na prowadzeniu. Bieg pod górkę to moja mocna strona. Za nami jak cień biegnie Mateusz, który nie chce współpracować! Kilometr zamykam w 3:29.

5 km. Tutaj na ul. Filaretów mamy półmetek. Prowadzi niezagrożony Bartek. Nasza trójka wypracowała kilkanaście metrów przewagi. Jest dobrze, nogi luźne, współpracuję z Michałem. Kilometr zamykam w 3:33. Na półmetku czas według organizatora 17:45. Wtedy jeszcze nie myślałem o złamaniu 35 minut!

6 km. Czas wspiąć się pod górę, podkręcam tempo, Michał się mocno trzyma. Mateusz puszcza i troszkę mu uciekamy. Górkę poczułem dość mocno, zaczyna się prawdziwe ściganie! Kilometr zamykam w 3:29.

7 km. Bardzo mocny zbieg. Poczułem spięcie w łydce, Michał mi odskakuje, natomiast Mateusz się zbliża, w myślach krążyło, jedno: zapomnij o bólu, skup się na biegu, jesteś trzeci, to Twój dzień. Mobilizacja głowy i kilometr zamykam dość żwawo w 3:20.

8 km. Gdzieś w okolicy słyszę doping Ziomka z drużyny. To fotograf Marek, uwielbiam doping, to mnie nakręca, niestety czuć łydkę. Dogania mnie Mateusz i troszkę ucieka, ja dalej walczę z głową. Jesteś Ambitny Masters, nie ma kucania, dasz radę, pokaż młodzieży swój charakter! Kilometr zamykam w 3:29.

9 km. Tu już nie ma czasu na myślenie, trzeba mknąć do przodu. Jest bardzo dobrze, głowa krzyczy dajesz. Doganiam Mateusza i wyprzedzam, po lewej stronie moja Mekka – stadion lekkoatletyczny. Sto metrów dalej Święty stadion Motoru. Gdzieś w wyobraźni słyszę śpiew Hej Motor Gol… Dostaję takiego kopa, że nic mnie nie powstrzyma. Bartek już blisko mety, Michał ma bezpieczną przewagę, a ja biegnę po swoje 3 miejsce OPEN! Kilometr zamykam w 3:23.

10 km. Patrzę w tył, widzę za mną Mateusza, a w oddali Michała. Wiem, że muszę ich pozbawić złudzeń dogonienia mnie. Wbiegam na wiadukt bardzo mocno i zbiegam z mocnym bólem łydki, ile sił. Skręt w prawo, doganiam Michała. Łydka niestety szczypie i puszczam walkę o 2 pozycję. Spokojnie kontroluję swoje upragnione 3 miejsce. Wpadam na metę z czasem 34:54! Drugi raz z rzędu łamię 35 minut. Na mecie zaliczam nokaut. Szybka pomoc sanitariuszy, podnoszą mnie i znów gleba. Wielka radość! Po kilku minutach dochodzę do siebie. Ostatni kilometr zamykam w 3:19.

Marzenia się nie spełniają, marzenia trzeba mądrze wybiegać. Moja współpraca z Pawłem Wysockim trwa 4 lata. W tym czasie znacznie poprawiłem się na wszystkich dystansach! Jako przykład podam mój pierwszy start na 10 km pod okiem Pawła i życiówka na nocnej dyszce 42:24, w sobotę 34:54!!! Czy warto współpracować z Pawłem? Niech odpowiedzią będą moje wyniki.

Cały zespół wybiegał ogrom świetnych rezultatów. Na wyróżnienie zasługują: Marcin zrobił dwie życiówki, Mati prawie złamał 35 minut! Idziemy do przodu i nie zamierzamy na tym zaprzestać!

Organizacja biegu

Tym razem Was zaskoczę. Nie ma się do czego przyczepić. Żadne auta nie przeszkadzały, dekoracje bez opóźnienia. Dobra micha po biegu wydawana z dwóch stron. Szatnie do przebrania, wręczanie nagród w cieple. Odbiór pakietu w moim przypadku trwał 1 minutę. W skrócie: to była dobrze zorganizowana impreza.

Czego mi zabrakło? Finiszu na oświetlonej Arenie! Czemu go tam nie było? Nie wnikałem. Mam nadzieję, że organizatorzy zorganizują czwartą dychę na tej samej trasie! Mamy dość nudnej trasy nad zalewem!

Statystyki

Parametrem wartym podkreślenia jest moja masa ciała w dniu startu. Wspominam o tym, bo wiem, że to jest temat, który często przewija się w różnego rodzaju dyskusjach. Szczególnie wśród biegaczy, którym zależy na wynikach. Przechodząc do sedna – ważyłem 76 kg. Dlaczego o tym piszę? W przeszłości redukowałem ostro wagę. Udało mi się schodzić nawet poniżej 70 kg! Nie przekładało się to na rekordowe wyniki. Wnioski wyciągnijcie sobie sami.

Bieg ukończyło 957 biegaczy w tym 344 osób z Lublina. Jest to przykra informacja dla organizatorów. Frekwencja nie powala. Jest to wyraźny sygnał dla organizatora, że coś trzeba zmienić…

Jeśli spodobała się wam nietypowa relacja ambitnego blogera, skomentujcie, napiszcie kilka zdań na temat mojej nowej roli. Mam świadomość, że czeka mnie sporo pracy, ale tego się nie boję.

Zdjęcia: Maraton Lubelski

4 odpowiedzi do “Nocna Dycha 2020 okiem Ambitnego”

  1. Gratulację świetny wynik. Kiedyś pomogłeś mi zrobić życiówkę. Biegłeś jako zając na 40 minut w Lublinie.
    Teraz czytam i nakręcam się. Wróciłem po kilkumiesięcznej przerwie do biegania i jak widzę po Tobie warto stawiać ambitne cele.
    Wytrwałości

    1. Bardzo się cieszę, że pomogłem w osiągnięciu życiówki. Pamiętam ten bieg do dziś, sam nie wiem czy nie byłem bardziej nakręcony od Was. Czytaj, obserwuj i trenuj, wyniki przyjdą same, życzę samych biegowych życiówek i zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *