Podsumowanie 2019 roku okiem Ambitnego Mastersa

Podsumowanie dzielę na dwie części. Nie ma w tym nic odkrywczego, bo sezon biegowy dzieli się z reguły na wiosnę i jesień. Sam nie wiem, która część sezonu wypadła lepiej. Obie były owocne jak cały rok 2019. Wiosną wybiegałem zaskakujący wynik w maratonie. Jesienią padły dwie życiówki na krótszych dystansach! Miłej lektury.

Już na wstępie przepraszam Was za wszelkie błędy, ale dopiero zaczynam. Na pocieszenie dodam, że może być tylko lepiej.

Biegowa wiosna w liczbach

MiesiącKilometraż
Styczeń475 km
Luty454 km
Marzec478 km
Kwiecień218 km
Maj242 km
Czerwiec180 km

Zima i wczesna wiosna przebiegała głównie pod dyktando przygotowań maratońskich. Wydarzeniem wartym odnotowania był biegowy obóz w Turcji, podczas którego wybiegałem rekordowe 148 km w tydzień! W trakcie treningu do maratonu startowałem niewiele. Zawody były zamiennikiem mocnego treningu. W lutym była nocna dycha w Lublinie, a w marcu Półmaraton Zielonych Sznurowadeł, gdzie wybiegałem 2 miejsce open z obiecującym czasem 01:17:16. Na tym zakończyły się przygotowania pod królewski bieg.

Nadszedł długo oczekiwany Orlen Warsaw Maraton. Czułem się solidnie przygotowany, ale cel był ambitny. W końcu miałem życiówkę powyżej 2:50… Postanowiłem walczyć z moimi marzeniami. Wiele osób wprost śmiało się z tego celu. Maraton w 160 minut? To nie może się udać. Finalnie przekroczyłem linię mety z czasem 02:38:38. Do dzisiaj pamiętam doping grupy na ostatnich kilometrach. Szczerze mówiąc, zapadłbym się pod ziemię, jakbym musiał przejść do marszu czy coś… Maraton zaczyna się po 30-stym kilometrze. Nie za wiele pamiętam, bo tak byłem skoncentrowany na walce z czasem i rosnącym kryzysem. Wszystko było jakby za mgłą… Pamiętam euforię i ogromną radość na mecie pomieszaną z niedowierzaniem. Udało mi się? Naprawdę? Po wszystkim okazało się, że wywalczyłem miejsce na podium w kategorii wiekowej, ale organizator nie przewidział żadnych dekoracji, co mnie zabolało. Na domiar złego panował organizacyjny chaos – nikt nic nie wiedział. Wolałbym statuetkę niż kilkaset złotych…

W trakcie biegu rozmyślałem o tym, co zjem na obiad. Jak opadła euforia, okazało się, że start kosztował mnie dużo zdrowia. Żołądek nie współpracował. Nie chciał nic przyjąć, nawet słodyczy!. Czułem się jak struty… . Po starcie docelowym nastało zejście z kilometrażu i poszukanie szybkości. Dużo startowałem, może nawet za dużo? Koncentrowałem się na dwóch dystansach: 5 km i 10 km.

Bywało różnie, ale trzymałem stabilny poziom. W czerwcu wystartowałem w upalnych Mistrzostwa Polski Masters na warszawskim Ursynowie. Wywalczyłem drugie miejsce w kategorii wiekowej M40, a do zwycięstwa zabrakło 3s… To był ostatni bieg pierwszej części sezonu i forma była już na wakacjach. Jaki był w mojej ocenie najgorszy bieg wiosennej części sezonu? 17. Bieg Ulicą Piotrkowską, gdzie dobiegłem 36 open i zająłem 6 miejsce w kategorii z czasem 35:46. Dlaczego tak uważam? Już wtedy byłem przygotowany na złamanie 35 minut, ale na mojej drodze stanęła choroba… Szprycowałem się, czym się da, ale osłabienie organizmu było nieuniknione. Jak mój Trener, dowiedział się o przeziębieniu, powiedział jasno: odpuść, szkoda zdrowia, bo tam nic nie nabiegasz. Nie posłuchałem i żałuję, ponieważ miał 100% racji. Druga część czerwca to w pełni zasłużone wakacje w Turcji, czas relaksu, roztrenowania i zabawy!

Biegowa jesień w liczbach

MiesiącKilometraż
Lipiec214 km
Sierpień357 km
Wrzesień334 km
Październik259 km
Listopad170 km
Grudzień224 km

Drugą część roku zacząłem od odpoczynku. Wakacje to sezon urlopowy i grillowy. W tym czasie sztywna dieta zeszła na drugi plan. Ciało i głowa odpoczęły. Skutkiem ubocznym była masa ciała. Waga wyraźnie podskoczyła, zalało mnie tłuszczem i wodą podskórną, a glikogen wyciekał uszami. Byłem spokojny, bo do sezonu miałem sporo czasu. Powoli i konsekwentnie wdrażałem się w trening biegowy i siłowy. W końcu organizm wpadł w rytm dietetyczno-treningowy i można było wrócić do biegowej rutyny.

Głównym celem jesieni był start na 10 km. Wybór padł na drugą dychę do maratonu. W głowie siedziała jedna myśl: złamać te nieszczęsne 35 minut. Chciałem się rozpędzić i złapać dużą dawkę szybkości, ponieważ w głowie rodził się plan na kolejny maraton. Mój pierwszy start to był totalny niewypał, ale jakże potrzebny. Upalny bieg w Szczecinie, gdzie wybiegałem 9 miejsce open z bardzo słabym czasem. Po tym biegu byłem zażenowany swoją postawą, nie wyszło nic z planu, umarłem! Zdecydowałem się zrobić rachunek sumienia i doszedłem do wniosku, że ten start nauczył mnie biegowego życia. Postanowiłem biegać według planu na treningach „od linijk” i słuchać rad mojego Trenera. Spersonalizowany plan treningowy jest szyty na miarę, więc po co miałem robić coś lepiej? Stosowałem zasadę: „według zaleceń na treningu, do porzygu na zawodach”.

Na efekty nie musiałem długo czekać, zaskoczyłem się… Tydzień przed startem docelowym pojechałem na bieg Niepodległości w Rykach. Atestowana piątka przyniosła nową życiówkę. 16:38, 4 miejsce OPEN. Zdjąłem z poprzedniego rekordu 14 sekund! Nadszedł dzień startu docelowego na mojej ukochanej lubelskiej ziemi. Po biegu w Rykach czułem się mocny, zdrowie dopisywało. W końcu czułem formę i byłem ZDROWY. 34:25 i życiówka poprawiona o ponad minutę. Zgniotłem poprzedni czas… Poczułem, że zaangażowanie i pracowitość oddały! Nie zamierzam na tym poprzestać! Jesienią pobiegłem także półmaraton Lubelski, na trudnej trasie dobiegłem 5 open z czasem 1:17:25. Wspomnę też o świetnej imprezie w Adamowie i 4 miejscu open na 10 km. Była też Pierwsza Dycha w Lublinie z życiówką: 35:30. Nie zabrakło biegów drużynowych: Business Run Lublin i 1 miejsce. Sztafeta maratońska przy Maratonie Warszawskim i 2 miejsce! Pod koniec roku i po roztrenowaniu wystartowałem w Chęć na Pięć, gdzie nabiegałem 17:17, co dało mi 6 miejsce open. 

Mam nadzieję, że wyciągniecie wnioski z tego wpisu i zrozumiecie podstawową zasadę treningu biegowego: „wolno na treningu, szybko na zawodach”. 

Co planuje Ambitny Masters w tym roku? O tym w kolejnym wpisie. Pamiętajcie, o mojej zbiórce w ramach akcji „biegam dobrze” (kliknij i pomóż), dobro wraca!

Zdjęcie: Festiwal Biegowy

2 odpowiedzi do “Podsumowanie 2019 roku okiem Ambitnego Mastersa”

    1. Trening do maratonu wymaga poświęcenia, nie tylko puste kilometry się liczą, trzeba pamiętać o treningu siłowym i diecie! Oczywiście przebieg i trening biegowy jest na 1 pozycji. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *