Obóz biegowy Turcja 2020 – część druga

Czekałem z utęsknieniem na plan od Trenera na drugi tydzień mojego pobytu w Turcji. Paweł chciał mnie troszkę przetrzymać nie wysyłając mi planu, więc w niedzielę postanowiłem położyć się wcześniej i przeczytać plan z samego rana.

Byłem pewny, że w poniedziałek będę miał tylko jeden trening biegowy. Co więcej, minął pierwszy tydzień moich wakacji, a ja nie wypiłem ani jednego piwa, czy drinka! Szkoda, że widok słodyczy niszczył mają silną wolę i jadłem je aż do porzygu!

Zielony Kanion, polecam!

Poniedziałek

W poniedziałek rano udaliśmy się na wycieczkę do Zielonego Kanionu! Polecam każdemu! Piękne widoki, które zostaną mi w pamięci do końca życia! Potem odwiedziny na jednym z największych bazarów w Turcji w miejscowości Manavgat. Uwielbiam targować się z Turkami prawie tak bardzo, jak robić zakupy! Można naprawdę zbić cenę o 70%!

Spodziewałem się, że dzisiejszy trening będzie luźny i będzie to bardziej przypominało człapanie! Nie myliłem się. Przed kolacją zrobiłem swoje, czyli 12 km z nogi na nogę. Niestety, trasa zaczęła mi się już nudzić. Po treningu standardowo, kolacja, spacer i trzeba było się kłaść spać.

Wtorek

Po raz pierwszy po wstaniu z łózka brakowało mi natchnienia na mocny trening, więc nieco zmodyfikowałem plan. Trening, który miałem wykonać wieczorem zrobiłem rano, czyli luźne 8 km, a na deser zostawiłem sobie trening, który miałem wykonać rano. Przyznam szczerze, że trochę bałem się tego treningu – 10 km w tempie 3:50 km! Zazwyczaj nie biegam tak szybko na treningach. Na szczęście skończyło się na niepotrzebnej panice.

Pierwsze 5 km biegłem z wiatrem i o dziwo, pobiegłem wolniej niż w założeniu! W drodze powrotnej było pod wiatr i zdecydowanie szybciej! Droga dwupasmowa, najwyraźniej mnie poniosło 😉 Kierowcy dopingowali, a ostatni km przebiegłem w 3:38! Finalnie, 10 km przebiegłem w 38:17, co jest moim rekordem na treningu. Później było już standardowo – kolacja, spacer i wypiłem nawet drinka! Pierwszego podczas tego pobytu!

Środa

Późno wstałem, więc znów postanowiłem pozmieniać plan i odwrócić treningi. Trening wieczorny wykonałem rano po śniadaniu. Biegałem na prostej wzdłuż mojego hotelu. Był to bardzo szybki, interwałowy trening. „Piramida” była konkretna i brakowało tylko bieżni do pełni szczęścia. Trening wszedł naprawdę mocno, ale wychodziło już pewne zmęczenie organizmu.

Po treningu szybka kąpiel i odwiedziny zoo, które było 30 m od głównego wejścia do hotelu. Zaprzyjaźniliśmy się z tamtejszymi zwierzętami i od tej pory było już wiadome, że po każdym posiłku coś dla nich wynieść!

Przed kolacja wykonałem kolejny trening i spokojne 10 km minęło w mgnieniu oka. Wieczorkiem wypiłem pierwsze piwo podczas naszego pobytu, a potem zeszliśmy do dyskoteki na pokaz magika, który wyczyniał najróżniejsze cuda!

Stadion z bieżnią, dokładnie 5 km od mojego hotelu!

Czwartek

Rano standardowo zjadłem śniadanie. Potem delikatny spacer po ogromnym hotelowym trawniku i poszedłem się przebrać, aby wykonać jedyny w dniu dzisiejszym trening. Było to luźne 15 km. Postanowiłem pobiec do miejscowości turystycznej Belek gdzie doznałem olśnienia! Biegałem tu przecież wielokrotnie, mijając profesjonalną bieżnie!!! Mówię do siebie, „kuźwa, ale jestem ogarnięty”! Dlaczego dopiero dzień przed powrotem do Polski odkryłem bieżnie?!!! Dalsza część treningu minęła spokojnie.

Po obiedzie udaliśmy się po raz kolejny na zakupy. Tym razem nie taksówką, tylko spacerkiem 2 km na przystanek i do centrum miejscowości Belek – dolmuszem (typowym tureckim środkiem transportu miejskiego i podmiejskiego). Wieczorem, po raz pierwszy mocniej odezwał się ból pleców i przyznam szczerze, że byłem pewny, że to tylko delikatne przeciążenie.

Piątek

Na ten dzień miałem zaplanowane dwa treningi, które miały zakończyć moją biegową przygodę w Turcji. Poranny trening wszedł z naprawdę dużym zmęczeniem. 5 x 2 km ze średnim tempem 3:35 okazało się pewnym wyzwaniem. Nie czułem problemu wydolnościowego, tylko psychiczne zmęczenie.

Trasa jak zwykle ta sama. Znałem tu już każdą dziurę w asfalcie, a nierównej i popękanej kostki unikałem jak ognia! Po treningu obiad i delikatne opalanie, które co chwilę przerywane było paniką innych turystów, wywołaną sytuacją w Polsce. Będę szczery! Nie chciało mi się tego słuchać! Dlatego staraliśmy się nie angażować w rozmowy. Po obiedzie i dalszym relaksie, przyszedł czas na ostatni trening na tureckiej ziemi. Bardzo spokojne 8 km zleciało błyskawicznie. A po kolacji postanowiłem podsumować obóz… kilkoma drinkami.

Sobota

Dzień powrotu do Polski! Zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na lotnisko, które było pełne turystów z całej Europy. Niestety widać już było narastającą panikę wśród turystów. Po wylądowaniu w Polsce przywitano nas termometrem i ankietą do wypełnienia!

Po powrocie do domu pojechaliśmy po Maxa do Rodziców małżonki. Rozwijająca się sytuacja epidemiologiczna i narastająca frustracja stały się niczym, przy tym, z czym przyszło nam się zmierzyć…

Podsumowując! W drugim tygodniu na tureckiej ziemi przebiegłem 101 km. Zaplanowanego treningu na niedzielę już niestety nie wykonałem z powodu zatrucia.

Zawsze smaczne i przede wszystkim świeże!

Porada Ambitnego

Turcja jest tanim krajem wypoczynkowym. Wystarczy zarezerwować wyjazd w biurze podróży i można się cieszyć tanimi wakacjami w „full opcji”. Wyposażenie hoteli przebija znacząco standardy polskich hoteli. Wyżywienie… cóż mogę powiedzieć. Bajka! A jakość usług i utrzymanie czystości jest na świetnym poziomie! Jeśli lubisz biegać, trenować to możesz to połączyć. Tak jak ja! Relaks i wypoczynek dla drugiej połówki, a dla Ciebie trening, trening i jeszcze raz trening. Ogromnym plusem jest to, że masz wszystko podane na tacy i nie musisz się martwić o posiłek itp. Dla zainteresowanych! Możesz śmiało trzymać dietę w hotelach tureckich!

Tereny biegowe

Zwiedziłem już troszkę Turcję na biegowo i przyznam Wam, że w tym roku słabo trafiłem. Jeśli chcecie pojechać na wypoczynek i przy okazji trochę pobiegać, to odradzam wam miejscowość Belek. To, co mogę Wam polecić z czystym sumieniem, to Marmaris, Side, Lara, Antalya! Tam promenady ciągną się kilometrami. Za rok planuję obóz w Side! Może znajdą się chętni wyjechać z nami! Kto wie, co napiszę życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *